Jump to content
Loszmi

Wychowanie dziecka: chora ambicja czy pozytywny wpływ

Recommended Posts

Po dyskusji z rodzicami Igora Faleckiego i po analizie dyskusji forumowej, zastanawiam się nad tak wczesną inicjacją muzyczną dziecka?

 

Czy to chora ambicja rodzica, czy jednak impuls, pomoc dziecku w wybraniu drogi?

Zarzuca się, że dzieciak ćwiczy, nie ma życia dziecka, nie bawi się - to o 3 letnich skrzypaczkach...

 

Nie traktujmy tego jako temat o Igorze, tylko jako całość problemu (czy to problem?) z ustawianiem przyszości dziecka.

 

Sam będę dziadkiem...... kiedyś.

 

Zapraszam do SENSOWNEJ, POWAŻNEJ dyskusji. Szczególnie matki i ojców, z perspektywy rodzica i młodych forumowiczów z perspektywy... chyba dziecka, raczej.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wedlug mnie wczesny kontakt z muzyka nie jest zly sam w sobie. Tak jak dziecku kupujemy kredki- dopoki dziecko samo bedzie decydowalo czy porysuje, pogra w pilke lub wlasnie pobebni w czasie wolnym - nie powinno miec na pocieche zlego wplywu (nie zniecheci go, a dac tylko mozliwosc samodzielnego wyboru ktora zabawka sie pobawi). Moze tylko dac mu troche ruchu, wspomagac kreatywnosc i rozwijac kordynacje(w tym przypadku pisze o perkusji) co powinno miec dobry wplyw (np. w przeciwienstwie do konsoli :P). Staram sie nie wnikac w kwestie wychowania dziecka.

 

Ps. Nie mam jeszcze potomka

Share this post


Link to post
Share on other sites

Cóż, moim zdaniem wczesne muzykowanie dziecka, jeśli oczywiście dziecko tego samo chce, to nic złego, dzieciak uczy się kreatywności itp. Jeśli np. uczy się grać na perkusji to rozwija niezależność kończyn co przy okazji rozwija drugą (tą niby słabszą :p) półkulę mózgu - przydatne ;) Tak więc jestem jak najbardziej za muzykowaniem dzieci, ale bez musu, sam swojemu synowi/córce pozwolę samemu sobie wybrać instrument (oczywiście jeśli będzie chciał/chciała) To chyba tyle, pozdrawiam!

Share this post


Link to post
Share on other sites

Taki przyklad z wlasnego doswiadczenia jako rodzica - nie dotyczy jednak muzyki ale problem jest analogiczny:

Z moim synem do zerowki chodzil chlopak imieniem Jozio. Jozio byl rok mlodszy od reszty zerowkowiczow, wyprzedzal jednak tych "normalnych" praktycznie we wszystkim - wiedza ogolna, zasobem slownictwa i umiejetnoscia wyslowienia sie, pisal i czytal na poziomie 3-4 klasy. Dzieciak przy tym byl bardzo pogodny i zrownowazony - zaden tam "maly docent dr hab".

I nad tym chlopakiem wlasnie ubolewali inni rodzice - ze zabrano mu rok zabawy, ze jest zmuszany do nauki, ze biedne dziecko i co to w ogole za rodzice itd itp. Co ciekawe, najglosniej krzyczeli ci, ktorych dzieci ledwo sobie radzily z czytaniem... Daje to do myslenia.

Zmierzam do tego, ze nie ma chyba sensu ograniczac rozwoju dziecka poprzez rownanie do reszty - po prostu pewne rzeczy jednym przychodza latwiej i nie ma sensu czekac z tym na "ustawowy" termin. Tu jednak rodzice musza sie wykazac najwyzsza ostroznoscia, wyczuciem i rozsadkiem, zeby za pare lat nie pytac glupio samych siebie "Gdzie popelnilismy blad?".

Po prostu poswiecajmy dzieciom tyle uwagi, by zrozumiec ich potrzeby i dostrzec predyspozycje. I nie posylac jednoczesnie na konie, szachy, basen, karate, francuski, chinski, ekonomie i zarzadzanie wrrrr!

Z drugiej strony zetknalem sie niedawno z 4-latkiem, notabene zdrowym, normalnym i ciekawym swiata, ktoremu starzy zakladali pieluche na noc i kupowali zabawki dla dwulatkow...

 

Ja edukacje muzyczna rozpoczalem w wieku 7 lat - czyli normalnie, bo nie zdradzalem wybitnego talentu. Po prostu chcialem isc do szkoly muzycznej ;)

Igor ma wielki talent, nie mam najmniejszych watpliwosci. Czesto dzieci mlodsze i starsze dorywaly sie do mojej perkusji i mialem okazje poobserwowac, jak probuja mnie nasladowac. Zadne z nich nie mialo nawet cienia takiej koordynacji i podzielnosci uwagi jaka ma Igor. No chyba, ze to ja gram jak normalny czterolatek.

Zycze Igorowi jak najlepiej, a jego rodzicom, zeby oprocz muzykalnosci wpoili mu tez zdrowy rozsadek.

 

Troche sie rozpisalem, w sumie takie banaly, ale Loszmi, pobudziles mnie do refleksji :smile:

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tomasz, świetny tekst.

 

Powiem Ci, że po paru minutach obserwacji Igora, widzę, że chłopak postrzega świat chyba szerszą perpertywą, w wielu wymiarach. Gra jakby przy okazji myslenia o 10000 innych rzeczy.

 

Świadczy to o potężnej inteligencji, ale ważne, by środowisko mu dorównało, bo szkoda, aby zatracił kontakt z otoczeniem.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Powiem Ci, że po paru minutach obserwacji Igora, widzę, że chłopak postrzega świat chyba szerszą perpertywą, w wielu wymiarach. Gra jakby przy okazji myslenia o 10000 innych rzeczy.

 

Świadczy to o potężnej inteligencji, ale ważne, by środowisko mu dorównało, bo szkoda, aby zatracił kontakt z otoczeniem.

 

Ja mysle, ze to dlatego, ze jest dzieckiem. Dlatego lubie byc w czynnosciach codziennych dzieciakiem :] hjehje

Share this post


Link to post
Share on other sites
Zmierzam do tego, ze nie ma chyba sensu ograniczac rozwoju dziecka poprzez rownanie do reszty - po prostu pewne rzeczy jednym przychodza latwiej i nie ma sensu czekac z tym na "ustawowy" termin. Tu jednak rodzice musza sie wykazac najwyzsza ostroznoscia, wyczuciem i rozsadkiem, zeby za pare lat nie pytac glupio samych siebie "Gdzie popelnilismy blad?".

Po prostu poswiecajmy dzieciom tyle uwagi, by zrozumiec ich potrzeby i dostrzec predyspozycje. I nie posylac jednoczesnie na konie, szachy, basen, karate, francuski, chinski, ekonomie i zarzadzanie wrrrr!

 

Święte słowa, mam identyczne poglądy na tą sprawę. Mam z małymi dziećmi do czynienia na co dzień, bo pracuję jako nauczyciel w podstawówce. Mam w mojej szkole sporo dzieci posłanych do szkoły rok wcześniej, właśnie ze względu na zdolności. Jakoś nie widzę po nich, żeby czuły, że zabierane jest im dzieciństwo. Myślę, że będą za to swoim rodzicom wdzięczne po zakończeniu edukacji - kiedy będą o rok młodsi wkraczali w dorosłe życie.

Z innej beczki - znam przypadek chłopca, którego rodzice cierpieli na ewidentny przerost wymagań i ambicji w stosunku do niego. Posyłali go na tyle zajęć dodatkowych (do mnie na angielski również), że w pewnym momencie dziecko się zbuntowało. Przychodziło wprawdzie na zajęcia, ale właściwie tylko po to, żeby się 'odhaczyć' - kompletnie nie dało się z nim pracować. Porozmawiałem z rodzicami (myślę, że nie tylko ja), żeby uświadomić im, że to jego reakcja obronna i jaką mogą mu zrobić krzywdę. Chyba zrozumieli powagę sytuacji, bo na chwilę obecną posyłają go "jedynie" na karate, grę na gitarze i niemiecki. Podobno sam sobie wybrał to, co mu najbardziej pasowało.

A Igor? Myślę, że gdyby nie pasowałoby mu to, co robi, zachowałby się identycznie jak chłopiec, którego opisałem powyżej. Widać, że gra sprawia mu frajdę, a o to w tym wszystkim chodzi najbardziej ;).

Share this post


Link to post
Share on other sites

Pff... ja sie wypowiem z perspektywy "dzieciaka" ;)

 

Z muzyką do czynienia miałem od zawsze - praktycznie od 2 roku życia ojciec zabierał mnie na próby zaprzyjaźnionej kapeli, zawsze siadałem za bęnami i trzaskałem.

Dostawałem pałki, tłukłem po tapczanach, wytłoczkach od jajek i ogólnie czym sie dało.

 

Czy to chora ambicja rodzica, czy jednak impuls, pomoc dziecku w wybraniu drogi?

W moim przypadku na wybór drogi wpłynął ojciec, za co jestem mu strasznie wdzięczny.

Często jest to tylko ambicja rodziców, co obserwuje po moim kumplu dobrym - rodzice po prostu zmuszali go do grania, musiał codziennie ćwiczyć przez co muzyka mu totalnie zbrzydła.

Zmierzam do tego, że to też zależy od charakteru (no, w wieku 4-5 lat ten nie jest ukształwowany, ale jednak).

 

 

Zarzuca się, że dzieciak ćwiczy, nie ma życia dziecka, nie bawi się - to o 3 letnich skrzypaczkach...

Ze mną było to samo - w wieku 4 lat wolałem siedzieć i tłuc po tapczanie do Smoke On The Water (mam to gdzieś nagrane, jak znajde to zamieszczę) niżwyjść na plac i bawić się z rówieśnikami.

 

 

Pozdro

 

 

EDIT: To jeszcze może odpowiem dokładniej na pytanie zawarte w temacie.

Kiedy rodzice nie zmuszają dziecka w sposób : jak nie bedziesz grał godzine dziennie to cośtam, to jest źle.

Kedy rodzice dają dziecku wolną rękę, ale lekko wpływają na jego decyzję (tak jak np. mój ojciec) to jest dobrze.

 

Ale ja tam młody jestem i sie nie znam :)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Hmm... co do samego Igora, to z tego co wiem, chłopak nie był , ani nie jest do niczego przymuszany, jego zestaw sobie gdzieś tam stoi, on sie bawi, jak mu przychodzi ochota to siada i gra. Pogra 15 minut, znudzi mu się, to idzie się bawić i znowu jak mu za godzinke przyjdzie ochota to siada ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

ja może opowiem swoją historię... zacząłem kontakt z muzyką w wieku bodajże 5-6 lat (sąsiadka uczyła muzyki i przy okazji mnie) potem rodzice wysłali mnie do szkoły muzycznej na fortepian dostałem się 6lat spędziłem w klasie fortepianu Ist, państwowej szkoły muzycznej na jednym z popisów nauczyciel od perkusji mnie zauważył i po zakończeniu zaprosił mnie na lekcje zacząłem chodzić czasami do niego na lekcje... po zakończeniu 6 klasy nie dostałem się do IIst. miałem rok przerwy przy czym ciągle chodziłem na lekcje jako "wolny słuchacz" (nie mogłem bez tego żyć) teraz jestem w 3klasie II stopnia PSM w kielcach. i bez muzyki żyć nie mogę... co dało mi to że od małego już w tym siedziałem...? nie mam pojęcia... w sumie miałem żal do rodziców bo jak chciałem iść na dwór w piłkę pokopać to musiałem do muzyka jechać i tak w kółko.... w tym momencie muzyka jest dla mnie wszystkim... nie mógł bym bez tego żyć... czasem bywa ciężko ledwo wyrabiam ale daje sobie rade...

a co do tego czy to złe czy dobre... sądzę że tak diabli wiedzą kim bym był i gdzie jakbym nie miał co robić popołudniami może bym stał pod sklepem i kradł kable z lasu... bo takie przypadki u mnie się zdarzają... coś w tym jest jakaś pozytywna siła magia...? nie wiem jak z innymi rodzicami ale moi chcieli żebym coś robił padło na muzykę i bardzo dobrze padło... jestem z tego zadowolony :)

Share this post


Link to post
Share on other sites
ja może opowiem swoją historię... zacząłem kontakt z muzyką w wieku bodajże 5-6 lat (sąsiadka uczyła muzyki i przy okazji mnie) potem rodzice wysłali mnie do szkoły muzycznej na fortepian dostałem się 6lat spędziłem w klasie fortepianu Ist, państwowej szkoły muzycznej na jednym z popisów nauczyciel od perkusji mnie zauważył i po zakończeniu zaprosił mnie na lekcje zacząłem chodzić czasami do niego na lekcje... po zakończeniu 6 klasy nie dostałem się do IIst. miałem rok przerwy przy czym ciągle chodziłem na lekcje jako "wolny słuchacz" (nie mogłem bez tego żyć) teraz jestem w 3klasie II stopnia PSM w kielcach. i bez muzyki żyć nie mogę... co dało mi to że od małego już w tym siedziałem...? nie mam pojęcia... w sumie miałem żal do rodziców bo jak chciałem iść na dwór w piłkę pokopać to musiałem do muzyka jechać i tak w kółko.... w tym momencie muzyka jest dla mnie wszystkim... nie mógł bym bez tego żyć... czasem bywa ciężko ledwo wyrabiam ale daje sobie rade...

a co do tego czy to złe czy dobre... sądzę że tak diabli wiedzą kim bym był i gdzie jakbym nie miał co robić popołudniami może bym stał pod sklepem i kradł kable z lasu... bo takie przypadki u mnie się zdarzają... coś w tym jest jakaś pozytywna siła magia...? nie wiem jak z innymi rodzicami ale moi chcieli żebym coś robił padło na muzykę i bardzo dobrze padło... jestem z tego zadowolony :)

 

cholernie zazdroszcze ludziom, ktorzy edukacje zaczynaja od mlodych lat, i idą taka klasyczna sciezka nauczania ( Szkola Muz. I st, II st, a potem moze i Akademia Muzyczna)

tym bardziej ze ja tez mialem taka okazje po podstawowce, ale niestety zmarnowalem przez wlasna glupote.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ja też trochę z przekąsem pisałem, bo u mnie z zainteresowaniem muzyką było słabo.

Lubiłem słuchać, rodzice słuchali, ale przeważnie Sopot i Opole i przeboje w TVP1 i TVP2 - wtedy to nawet TVP2 była nowa... innych stacji nie było. Mama słuchała polskiego radia tam raczej starocie powojenne puszczali.

Moje rodzinne miejsce, to wieś totalna, więc warunków nie było... ale kiedy tylko pojawiła się szansa nauki - miał do domu kultury regularnie przyjeżdżać nauczyciel, padła propozycja od rodzicó,w czy chcę?P ewnie. Wahałem się między gitarą a pianinkiem... Nauczyciel i tak nie przyjechał, w mieście dostał lepszą ofertę, ale już coś się we mnie zmieniło. Ewoluowało to lata, ale się wyklarowało. Zacząłem grać w wieku 18 lat, ale jestem zadowolony.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Loszmi, ja tez gram na bebnach od 18. roku zycia ;) Wczesniej tylko fortepian. Ale cierpliwosci wystarczylo mi tylko na szkole I-go stopnia.

 

A wracajac do Igora - do oceny sytuacji przydaloby zobaczyc jak Igor zachowuje sie przy rodzicach (czy jest spiety, rozluzniony itd), jak wygladaja bezposrednie relacje miedzy nimi. Ty miales okazje - jak to oceniasz?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Moim zdaniem ciężko jest się wypowiadać muzykom o swoich dzieciach w sprawie gry na instrumencie. Ja patrząc z perspektywy 19-latka (zacząłem grać w wieku lat 16) marzę o tym, żeby moje dziecko w przyszłości dostało szansę, aby móc rozwijać się muzycznie wcześniej. Tu pojawia się jednak dylemat. Dla mnie największym marzeniem byłoby, żeby mój syn (dajmy na to, bo wolałbym mieć syna heheh) grał (najlepiej na bębnach, ale inne instrumenty też wchodzą w grę) i żeby muzyka, tak jak dla mnie, była dla niego sposobem na życiowe szczęście.

 

Trzeba umieć znaleźć złoty środek. Przymuszanie dziecka do gry może zniechęcić je do nauki, wszystko musi się toczyć swoim torem, ale powiem wam, że ja w przyszłości zadbam o staranne wychowanie muzyczne moich dzieci. Najpierw sam będę im opowiadał o muzyce, pokazywał różne style, przedstawię różne instrumenty. Jeśli ich nie zainteresuję w żadnym stopniu, to bitwa jest chyba z góry przegrana, ale jeżeli zobaczę choć cień tego błysku w oku to postaram się pokierować je ku edukacji w tym kierunku. Moim zdaniem z początku należy trochę poprowadzić dziecko do nauki gry, ale jeśli zauważy się zmęczenie i znudzenie, chyba nie warto tego kontynuować na dłuższą metę.

 

Jeszcze tak z innej beczki. Ja np. bardzo żałuję, że rodzice nie zmusili mnie do nauki gry. Pewnie nie grałbym na bębnach, ale miałem warunki, bo ojciec grał na dętych.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Abstrahując od Igora.

 

Zauważmy, ze normalnie, zdrowo rozwijające sie dzieci są po prostu wszystkiego ciekawe, zwłaszcza tego co je otacza. Jeśli dziecko ma rodzica zajmującego się czymś konkretnym i widowiskowym (z punktu widzenia małego człowieka -np. muzyką), to dziecko zaczyna sie tym interesować. Rodzic, widząc zainteresowanie swojego dziecka zaczyna się z tego cieszyć

i pomaga mu jak tylko może. I tak jest dobrze dopóki nauka rodzica będzie odpowiadać potrzebom dziecka, a nie dziecko będzie zmuszane do nauki, bo rodzic wie, że to będzie dobrze. Słówko dla osób które teraz mówią jakby to dobrze było gdyby ich rodzice do czegoś gonili w młodości. Nieprawda, w 90% przypadków nie byłoby dobrze. Mielibyście grać na bębnach podczas gdy koledzy biegaliby za piłką, Nie pogralibyście na kompie żeby porozmawiać z kolegami o jakiejś gierce. O nutach z nikim byście nie porozmawiali. Zaczęła by się reakcja obronna całego organizmu, moglibyście nawet stracić częściowo słuch z powodu obawy słyszenia tego co gracie, mógłby się pogorszyć wzrok bo nie chcieliście oglądac nut itd. No i znienawidzilibyście bębny na resztę życia. Ja nie mówię, że tak by było, ale prawdopodobieństwo jest duże.

Zawsze zyskuje się coś za coś. Gdy patrzycie na klasowego geniusza i myslicie, że chciałbym byc taki jak on to robicie najprawdopodobniej bardzo duzy błąd. On w większości zapłacił za swoja mądrośc bardzo dużą cenę - braku koleżeństwa (bo tak naprawdę dopiero na studiach o wartości człowieka stanowi jego wiedza - a to i tak tych lepszych), najprawdopodobniej problemów zdrowotnych (kręgosłup, oczy), bycia pod ciągłą presją, ciągłego znoszenia upokorzeń itd. Zamieniłbyś się jeden z drugim? Ja nie. Znam takiego jednego bardzo go szanuję i podziwiam za to, że nie zmarnował czasu na chlanie i tragiczne miłosci (jak, nie przymierzając ja :P), nawet go lubię pomimo, że przez wiekszość czasu żyje we własnym świecie i w trakcie rozmowy o pogodzi może Ci wyskoczyć z tekstem, ze ten problem interpolacji jest bardzo ciekawy i gadac o tym przez kolejne 20 minut. Ale bym sie z nim na życia nie zamienił.

 

Offtop trochę wyszedł.

A teraz z innej beczki - ludzie którzy poszli wcześniej do klas. Uważam, że to, że ktoś pójdzie rok wcześniej do szkoły nie jest problemem jeżeli chodzi o poziom nauki, a raczej jeśli chodzi o poziom dojrzewania. Zwróćmy uwagę, że taka osoba w na przykład liceum, zachowuje się jak prawie dorosła (tak jak rówieśnicy), a do okresu prawie dorosłości brakuje jej jeszcze roku.

Jeżeli chodzi o pójście wcześniej do szkoły z powodu intelektu. To cóz, też trzeba uważać

w szkole (LO) mielismy takiego baardzo zdolnego, co chodził z wyprzedzeniem dwuletnim. No i się wychodził. LO i maturka to pikuś, ale na studiach już mu dali popalić i dostał rok w plecy (teraz nie wiem jak z Nim).

 

To tyle takich krótkich przemyśleń i życiowych wniosków ode mnie.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest Anonymous

dobry wiek do nauki (jeśli go zainteresuje oczywiście), to będzie ćwiczył cały dzień, bo jeszcze głupoty po głowie mu nie chodzą... :roll: ale to i tak są ewenementy... Większość dzieciaków w szkołach muzycznych są tam kierowane tylko przez rodziców i traktują to wyłącznie jako narzucony obowiązek z 'góry'.

Share this post


Link to post
Share on other sites

A teraz Wam pokażę, jak się szczepi w dziecku miłość do bebnów.

 

1aba0e63fb30d97bmed.jpg

 

Wtedy moja córeczka miała 1,5 roczku. Obecnia ma 3 lata i całkiem poprawnie trzyma pałki.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

×